Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strążyska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strążyska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2016

Ze Strążyskiej ku Giewontowi ( cz. II)

Dolina Grzybowiecka to początkowo trawiaste, potem lesiste tereny, podchodzące aż pod Łysanki i Grzybowiec.
Najwyżej minutę zajmie nam przejście przypotokowej łączki i skrycie się w cieniu lasu.


Po prawej towarzyszy nam Grzybowiecki Potok.
Kamienista ścieżka uparcie pnie się ku górze, odbijając w głąb lasu.




 Pomiędzy drzewami można dostrzec na wprost- sylwetki turystów. 
Ale nie ma tak dobrze, żeby iść na wprost. Szlak ciągnie zakosami. 
Zanim dojdziemy tam gdzie widzimy innych wędrujących, musimy pokonać spory dystans.
Otaczają nas wysokie świerki, pod stopami plątanina korzeni. Uwaga wskazana, łatwo zaczepić o jakiś korzeń.
A dodatkowo dla urozmaicenia, na naszej drodze pojawia się ciurkający potoczek.
 To chyba najgorszy etap. Kamienne schodki są dość strome.
Do tego spływające po nich leniwie, nitki wody, czynią je błotnistymi i śliskimi.
Chowam aparat, bo się ślizgam, a do tego z góry ciągle ktoś schodzi i trzeba mijać.
Jak już wyjdziemy na odpowiednią wysokość, dowiemy się skąd wypływa ten ,,złośliwy'' strumyczek.
W tym miejscu szlak zdecydowanie odbija w prawo i uspokaja się.
Śliskie głazy zmieniają się w szersze, wygodniejsze, ograniczone drewnianymi balami stopnie.
Spokojny trakt wyprowadza na otuloną cieniem- Przełęcz w Grzybowcu.


  W bok- biegnie czarny szlak Ścieżki nad Reglami- ku Dolinie Małej Łąki.
Nasz szlak biegnie prosto. Już widać co nas czeka- nieubłaganie pod górkę ;)

 Ciekawostka- w przeciwnym kierunku, oczywiście zagrodzone gałęziami drzew, dawne przejście w kierunku Łysanek.
A i z tego co piszą zakochani w górach- droga tam, sama wiedzie, raczej bezproblemowo ku Łysankom ;)

 Nadal otaczają nas świerki. Droga nie jest trudna. 
Kilka schodków pod górę. Znowu zakos.
Jeszcze jakieś 5 min. i las się przerzedza.
Więcej słońca. 

Pojawiają się liściaste drzewka, wysokie trawy i kruche, drobne kamyki.



 Wśród zarośli wyrasta skośnie ku górze- dziwna formacja skalna.
Wygładzone, pochylone... ni to płyty, ni to głazy
Tak typowe w okolicach Giewontu.
Zresztą nie wiem, jak Wy...ale ja przemierzając ścieżki reglowe, staram się na ile to możliwe, omijać kamienie pewnego rodzaju. 
Zwykle ciemniejsze od innych, lekko połyskliwe. 
Nie jestem geologiem, nie wiem jakiego to rodzaju skała. 
Wiem natomiast, że stąpnięcie na nie, często kończy sie poślizgiem. ;)
Takich to właśnie wygładzonych kamieni, w okolicach regli, jest dość sporo.
Wdrapujemy się na wspomnianą formację.
Dobrze wspomóc się rękami.
Skręcamy na bok. Trzeba trochę odpocząć. 
Siedząc na zachodnim zboczu Grzybowca,
wgapiamy się w majestatyczną z tej strony ścianę Wielkiej Turni, pochylającą się nad Małą Łąką.


Groźne północne oblicze Małołączniaka, tak łagodnego od strony słowackiej...


Jak to jest, że ta nasza, polska strona Tatr, to w przeważającej większości, strome, niedostępne urwiska, podczas gdy słowacka, zwykle łatwiejsza i łagodniejsza. 
Choćby nawet pod względem wizualnym...
Nie mówię oczywiście o Tatrach Wysokich, bo tam to niekoniecznie działa :)



W zamierzchłych czasach, utyskiwali sobie górale na tę nieprzychylną północną skałę, upatrując dobrobytu i dostatku po stronie południowej.
Tam szybciej przychodziła wiosna, słońce łaskawiej ogrzewało południowe stoki, nawet trawa zdawała się być bujniejsza.
Przemykali mniej lub bardziej legalnie do sąsiadów. 
Czasem za zarobkiem, czasem pozbójować, lub chociażby popaść owieczki...
 Nawet i symbol Zakopanego, sam Giewont, ku Zakopanemu kłoni się urwistą, nieprzychylną ścianą.
Kto go widział z drugiej strony, ten wie, ileż  łagodniejsze jest jego oblicze od południa.
Odpocząwszy nieco, zbieramy się dalej. 
Nawet sporo ludzi zdecydowało się na ten szlak. 


Pierwsza polana. Wreszcie coś widać dookoła. Kilka krzyżujących się ścieżek. Szeroko, płasko.
Takie wrażenie, jakby tam właśnie splatały się różne drogi.
Naszym oczom ukazują się północne zerwy Giewontu i jego Małego Brata.
 Za polanką, znowu wkraczamy w las. Na niedługo. 
Po chwili znajdziemy się na kolejnej polance, aby po niej, po raz kolejny skryć się w cieniu niewysokich drzewek.



Pojawia się kosodrzewina. Zbocze wyraźnie stromieje, ale ścieżka nie sprawia trudności.
Przez jakiś czas, szlak wznosi się dość łagodnie. 



Widoczne przed nami turnie Małego Giewontu, ścieżka omija po prawej stronie.
Tu dochodził szlak żlebem Warzechy.
Cały potężny leśny zakos, byłby ,,ścięty'', gdyby to wejście tamtędy było nadal dostępne.
Nie na darmo ta trasa była określana, jako najkrótsza.
Zapewne męcząca, bo żleb nieubłaganie bez zakosów ciągnie w górę.
Jednak opcja szybszego zdobycia wysokości, była dość popularna. Szkoda wielka, że z niej zrezygnowano.
 Prawdopodobnie zamknięcie szlaku Kirkora, dla bezpieczeństwa potencjalnych zdobywców, pociągnęło za sobą i zamknięcie szlaku Warzechą; aby nie kusić bliskością tego pierwszego.
Przecież żleb Warzechy nie mógł sprawiać trudności, ani nie był niebezpieczny.
Ot średnio nachylona trawiasta rynna.
Dziś, z tego co opisują zaciekawieni, którzy tam zabrnęli, porządnie zarośnięta. I nie jest to tylko trawa.
Chaszcze pokrzyw i młodych drzewek.
Zawsze młodych i zawsze ,,nowych'', bo północno-wschodnie żleby Giewontu słyną z lawin...
Z góry, z naszego szlaku, też nie widać ujścia żlebu. A tym samym dawnej trasy. Gdzież ona wychodziła?
Wiadomo jedynie, że tuż przed masywem Małego Giewontu...
Zarośla i drzewa skutecznie stoją na straży. Strzegą wrót dawnych dziejów.

Idziemy trawiastym, zachodnim zboczem Małego Giewontu. 
Za jego plecami zaciszniej. W dole Mała Łąka. 
Nasza ścieżka wymaga uwagi; jest się gdzie sturlać. 
Spora stromizna, choć całkowicie zarośnięta. Wąsko.



Często tuż przy spadzistym stoku. Sporo drobniutkich kamyczków.
Gdzieniegdzie, spośród traw, wyrastają wygładzone, lub ciekawie ,,warstwowane'' skałki- jakby z drobniutkich ,,listków'' skalnych, nałożonych na siebie.

 W Małym Giewoncie można po kolei wyodrębnić: Skrajną, Białą, Wysoką i Zadnią Giewoncką Basztę.
Od strony zachodniej łatwiejsze do zdobycia.
Podczas gdy do położonej po wschodniej stronie- Małej Dolinki, opadają urwistymi, ,,rzeźbionymi'' ścianami.
Szlak, na tym etapie, nie przysparza problemów. 
Można powiedzieć, że zaciekawia. 
Wznosi się, co prawda, konsekwentnie ku górze; ale dość spokojnie i nie męcząco.
Osiągamy wybitniejsze żeberko, mniej więcej w linii spadku Białej Baszty.
 Tu oprócz widoków, obiecane urozmaicenie szlaku, tzw. Szczerbinka. Wystająca ,,bezczelnie'' na środku szlaku, najeżona skałka. Za nią spadziste zbocze i zdecydowane obniżenie szlaku, który wcina się wąsko pomiędzy wspomnianą skałkę a główny stok.


 
...za Szczerbinką

Przepuszczamy uparciuchów z naprzeciwka prących popod Szczerbinkę.
Nauczyłam się, że zwykle przepuszcza się schodzących...ale cóż...może to ja się źle nauczyłam :P ;)
Podpierając się rękoma i zsuwając na zadku, pokonaliśmy sympatyczną skałkę. 


Jesteśmy teraz sporo niżej od niej.
Tracimy wysokość aż do kolejnego żeberka, by tuż za nim zacząć ją zdobywać na nowo. Znów pod górę.
Przed nami szerokie trawiaste siodło, po prawej ograniczone samotną, szeroką turnicą.


To Siodłowa Turnia. Do Małej Łąki spada praktycznie pionową ścianą, a na jej północnym niższym krańcu, siedzi skalna ,,laleczka''. Najlepiej widać ją z dołu- maszerując doliną. (zdjęcie będzie w części III, którą to zakończymy opis całej wycieczki... )







 Pomiędzy Siodłową Turnią, a Giewontem- przyklejony do Wysokiej Baszty- Żleb Śpiących Rycerzy.
Ponad naszymi głowami dwie jaskinie Małego Giewontu. Prawdopodobnie kiedyś były jedną.
Zawalisko przedzieliło je na dwie oddzielne. Są to niżej położona- Jaskinia Śpiących Rycerzy; i ponad nią- Wyżnia Jaskinia Śpiących Rycerzy. Dostępne jedynie dla wprawnych grotołazów. 
Olbrzymie złomy skalne, jakie wyściełają dno głównej, podobno dość obszernej ,,komnaty'' jaskini, musiały pobudzić wyobraźnię pierwszych odkrywców. Ujrzano w nich śpiących rycerzy, mających ruszyć do walki i obrony kraju, gdy przyjdzie czas...
  Legendy i podania jakie krążyły pomiędzy spragnionym wolności i bogactw narodem, spowiły tajemnicą wiele miejsc w Tatrach. Jaskinie, jako najbardziej skryte przed niepożądanym wzrokiem, szczególnie przyciągały poszukiwaczy tajemnic i bardziej prozaicznie- poszukiwaczy skarbów.
........................................................................
Sporo odpoczywających pod Siodłową Turnią. 
Samo Siodło piaszczysto-żwirowe, rozdeptane bardziej niż trzeba... Skała krucha, osypująca się.





Wreszcie w polu widzenia, pojawia się krzyż Wielkiego Giewontu.
Wygląda tak blisko. Tylko wygląda ;) 


Przed nami dość męczące podejście ku Wyżniej Kondrackiej Przełęczy.



Szlak skręca pod kątem prostym. Kończymy obchodzenie Małego Giewontu. Jeszcze chwilę pod górę, by potem trawersować zbocze między ciemnozielonymi plamami kosówki.
Na drodze wyrastają niewygodne, kanciaste grupy skałek.

Nad nami, po lewej Giewoncka Przełęcz; z niej schodzili niegdyś turyści, dążący na Giewont szlakiem Kirkora...
Nasz czerwony szlak, zdecydowanie i ostrzej niż do tej pory, pnie się ku swojemu końcowi.
Kruche, warstwowane, miejscami wygładzone skałki. 
Przepuszczamy schodzących, a raczej ,,zjeżdżających'' z góry, bo zejście dość strome. Te skałki kojarzą mi się z przekładanym kremem ciastem :D 
Wiele warstewek, jedna na drugiej...

 Wreszcie Wyżnia Kondracka Przełęcz. 
Trzeba odpocząć, chociaż chwilę. Tym bardziej, że słońce łaskawie przygrzewa od samego ranka. Tu także sporo osób. 
Przełęcz jest bardzo rozległa, przyjazna.

 
Zostało podejście na Giewont. Z tej strony trudniej doszukać się oblicza Rycerza. 




 I tylko przełęcz Szczerby- szyja Rycerza, z której opada groźny północny żleb; swą linią wygląda podobnie z obydwu stron ...
.......................................... 
CZĘŚĆ I

CZĘŚĆ III


                         

wtorek, 29 marca 2016

Dolina Strążyska- Grzybowiec- Kondracka Wyżnia- Giewont ( cz. I )


   Szlak, który zyskał miano najtrudniejszego podejścia na Giewont.
Moim zdaniem niezasłużenie, ale ile turystów tyle opinii ;)
Rzeczywiście odcinek leśny może dać w kość, ale która podejściówka nie męczy...
Szkoda, że nie da się od razu znaleźć u stóp planowanego szczytu (chyba że nocując na szlaku ;) ).
Jak już wychodzimy ponad regle to i ewentualne trudności skalne tak nie męczą.
Może te widoki dookoła dają tyle sił... ;)
 A szlak przez Grzybowiec jest najmniej monotonny, najbardziej urozmaicony i wspaniały widokowo.
Oczywiście z tych legalnych ;)
 Wejście do Strążyskiej- praktycznie w mieście.
Dla idących pieszo lub jadących z centrum...trasa przedstawia się następująco.
 Naprzeciwko cmentarza na Pęksowym Brzyzku, na południe biegnie uliczka Kasprusie.
Trzymamy się jej od początku do końca. W końcu ulica zmienia nazwę. Na Strążyską.
Mijamy po prawej stronie rozległą łąkę, na której często pasą się owieczki.  
...
...
Już wiem czemu górale potrzebowali sporych terenów pod wypas. Owca strzyże trawę w niepojętym tempie. Niczym mała kosiarka.
Jedna owca przy domku na wsi i nie potrzebujemy maszyny.
Gorzej tylko, że owieczka  nie będzie wybierać czy trawka, czy ukochany, wypieszczony kwiatek ;)   
...


   ...
Od początku łąki- ok. 400 m. do Ścieżki pod Reglami i już jesteśmy przy wejściu do doliny.
Strążyska, udostępniona turystycznie to raptem 2 km. 
Trasy spokojnej, nietrudnej, bez nagłych wzniesień.
Widoków za bardzo nie ma. Zwyczajna, reglowa dolinka.
Środkiem płynie Strążyski Potok, tworząc urokliwe kaskady.


Najładniejsza to chyba ta naprzeciwko skałki Jelinka.
Niesamowite ilości lepiężników przy potoku i w innych wilgotnych, cienistych zakamarkach.
Po ok. 400 m. od wejścia, mijamy leśniczówkę na polanie Młyniska.
Trzy minutki marszu i przekroczenie kolejnego mostka. 
Na samotnej skale nad potokiem- kapliczka Matki Bożej Częstochowskiej. 



Lewe obramowanie doliny stanowi grzbiet odchodzący od Sarniej Skały- tzw. Grześkówki.
Po naszej prawej, zalesiony grzbiet Samkowej Czuby i Jatek.
 I tamtędy wiódł szlak niegdyś...i on również, jak wiele innych, zniknął z map szlakowych kilkadziesiąt lat temu.
Powód ... :D wiadomy. ,,Ochrona'' przyrody. :P
Wejście na Jatki, znajdowało się w pobliżu obecnej budki wejściowej; trochę wyżej, w kierunku Doliny za Bramką.
Poniżej zielonego grzbietu, na wschodnim zboczu spadającym ku Strążyskiej, 
charakterystyczne skałki o dziwnych kształtach i rozmaitych nazwach.
Najbardziej znane - ostre Kominy Strążyskie, na których próbowano swoich umiejętności wspinaczkowych...



Kiedyś zwane Dziadami, lub Płaczkami, są bocznym ramieniem wspomnianej Samkowej Czuby.

Jest ich 5, ale z dołu najlepiej widoczne są 3.



Za nimi, skała Jelinka. 
Skałka ta doczekała się swojej nazwy, dopiero po zawieszeniu na niej pamiątkowej tablicy- poświęconej wspomnianemu E. Jelinkowi, Czechowi z pochodzenia. 
Człowiek ten poświęcił całe życie krzewieniu przyjaźni polsko-czeskiej.
 Powyżej skały, niepamiętany już dzisiaj, zarosły szlak - który również wyprowadzał na Jatki. 



Żeby było śmieszniej, na szlaku tym stoi znak zakazu wejścia- przekreślony ludzik. 
Jeśli uzurpatorzy Tatrzańskiego Parku tak bardzo nie chcą, 
by chodzić poza szlakami, 
po co informują takowymi znaczkami, że jednak kiedyś, tu i ówdzie, szlak istniał ;)
A może i dobrze że tak robią, :D 
Dzięki temu, my co pragniemy poznać nasze ukochane góry ,,od podszewki'', wiemy co, gdzie i jak ;)
 
Dalej kolejne skałki- tym razem są to Kapelusze. 
Wyżej Samkowy Zwornik i właściwe wzniesienia Jatek.
Zwykle turyści nie zwracają uwagi na te skałki, bo i drzewa wiele zasłaniają. 
Przyjrzeć się im wnikliwiej można dopiero z naprzeciwka, 
stojąc trochę wyżej, niż na dnie doliny. Np. z Sarniej Skały.
Poniżej Jatek, charakterystyczna ostra turnia.



To prawdopodobnie Kiernia... piszę prawdopodobnie, ponieważ dyskusje na temat tego, którą z ostrych skałek Jatek, górale nazwali Kiernią; trwają do dziś.
A że niegdyś nadawano nazwy temu, co najbardziej rzucało się w oczy, ostatnie domysły celują w tą turniczkę. 
Tym bardziej, że była ona również celem i nielichym wyzwaniem dla wspinaczy.
Pod uwagę brany jest także położony wyżej- Samkowy Zwornik,
którego obecna nazwa jest dość ,,młoda'' i zdecydowanie nie wymyślona przez górali. 
Być może zastąpiła ona nazwę dawniejszą, kto wie... 
Choć to mniej prawdopodobne, gdyż zdobycie Kierni wymagało umiejętności wspinaczkowych; 
podczas gdy płaski Samkowy Zwornik był wykorzystywany do celów pasterskich.
Trzeba by popytać wiekowych mieszkańców. A z tego co ostatnio widać , ciężko o takich.
Sami tubylcy mówią: ,,Panie kochany, a kto to wie! Ja tu od zawsze mieszkam i nie wiem jak się ta góra za oknami nazywa!
Może i to ,,tota'', a może to tamta...'' :D
No i druga sprawa, że nie ma już wiele takich rodzin pod Tatrami, które żyją tam z dziada pradziada.
Jeśli już trafi się na takiego i pogada trochę, człowiek dowiaduje się, że co drugi tutaj, to przyjezdny biznesmen.
 Rozkwitło Zakopane i wsie okoliczne turystyką, od czasów doktora Chałubińskiego i za jego chwalebną przyczyną. 
Ale jakby się tak przyjrzeć głębiej...dochodzi się do wniosku, że i wtedy i dziś jest podobnie.
Tam gdzie wtedy była ,, bida'', jest do dziś. A ci, których było stać na wystawienie bogatszej izby dla turystów, zbijali majątek. Wiadomo turysta nie wybrał okopconej, biednej izby, tylko bogatszą, dostatniejszą.
Biedak był i pozostał biedakiem. 
Ci co nie mieli za co się wybić, nie mieli szans zaistnieć, ani pomnażać majątku. Czy dziś jest inaczej...?
Zapewne dawne ciężkie życie górali, wyrobiło w nich pazerność na dutki. I niesie się to przez pokolenia.
Choć dziś mogliby już trochę odpuścić ;)
W końcu sporo się dorobili od czasów tej nędzy, która kazała gotować zielsko na zupę- bo tylko na to było stać. 
Tamtych ciemnych, smutnych czasów nikt dziś nie pamięta i nie chce pamiętać.
A pazerność (choć wtedy wytłumaczalna, bo dziś już nie bardzo...) jak była, tak została i zniechęca turystów .
Najlepszy przykład to Kasprowy Wierch i narciarstwo. 
Ceny podniesiono na tyle, że wiele osób woli wybrać na swój cel Tatry Słowackie, lub nawet Alpy.
Trasy dłuższe, ceny porównywalne. Wniosek nasuwa się sam.

Dochodzimy do Polany Strążyskiej. Nasz szlak zmienia kolor na czarny i odbija przez mostek- w prawą stronę.
Chcący odpocząć, mogą podejść ok. 100 m. do przodu, w kierunku widocznych ław i drewnianego domku herbaciarni. 
Menu wątpliwe, ale może uda się znaleźć coś dla siebie. 
 Miałam tam kiedyś ochotę na jagody. Sprzedawane w wąskich, plastikowych kubeczkach
Niezbyt dużo. ;) 
Chętni mogą się skusić na szarlotkę.
Jest niezła..  minus za niewielkie porcje i drugi potężny minus za kleks pseudośmietany w spreju.

Na polanie dawne szałasy pasterskie; dwa które przetrwały. 
Niegdyś było ich znacznie więcej, a o kwitnącym wtedy pasterstwie świadczy dzisiejsza roślinność 
w dolinie.
 Przed szałasami spory głaz, tzw. Sfinks; uwieczniany dość często na zdjęciach.



Strążyska ma jednego niepodważalnego króla
To oczywiście Giewont
Jest jedynym najlepiej widocznym z tego miejsca szczytem.
Resztę kryje zieleń lasu.



Jak widać po zdjęciu, nie było przychylnej pogody tego dnia, a Rycerz miał swoje humory... ;) 


Można oczywiście bryknąć do końca czerwonego szlaku 
i przedłużyć go o króciutki żółty odcinek- aż pod wodospad Siklawica. 
Jeśli ktoś go jeszcze nie widział, to nawet nie wypada inaczej!
Siklawica nie jest ani wysoka, ani potężna; ma ok. 20 m. 
No trochę tej potęgi nabiera po ulewach i wiosennych roztopach.
Jednak jest to bardzo urokliwy wodospad. 
Stojąc ponad progiem i patrząc z góry, można się nawet zdziwić, że to niepozorne rozlewisko 
w Małej Dolince, stworzy taki efektowny ,,prysznic''. :D 
Siklawicę otaczają wysokie skały i często trzeba czekać na swoją kolejkę do zrobienia zdjęcia.
Dojście do niej zajmie nam raptem 10 min., z polany.
Lepiej się nie śpieszyć, bo głazy którymi biegnie szlak- są zawsze mokre i śliskie.
Siklawica to dziś naturalna granica szlaku Doliną Strążyską.

A dawniej można było iść dalej- na górne piętra doliny, ponad skalisty próg z którego spada strumień, tworzący dwie kaskady wodospadu.



Tuż przed nim, po lewej, na otaczające dno dolinki skały, wspina się lekko zarastająca ścieżyna.
Przez nią rzucone w poprzek gałęzie drzew.


 
To wejście do Małej Dolinki. 
Z niej wybiega żleb Warzecha- będący niegdyś najkrótszym wariantem wejścia na Giewont.
W Małej Dolince, nie był to jedyny szlak. Krzyżowały się tam co najmniej trzy podejścia.
Pierwszy wariant biegł wspomnianym żlebem, ku przełęczy Bacug.
Istniała również możliwość podejścia Zachodem Pilotów, ponad żlebem Kirkora. 
Wspominałam o niej przy opisując trasę Doliną Białego, na Sarnią Skałę.
(Przy okazji i sprzyjającym nastroju, spróbuję raz na jakiś czas zrobić wpis 
o starych trasach i miejscach zapomnianych. 
Myślę, że podobnym mnie, maniakom górskim, przypadnie do gustu takowy post ;) )
 Ciekawa, efektowna trasa poniżej turni Małego Giewontu, wyprowadzała na Giewoncką Przełęcz i tam łączyła się ze szlakiem biegnącym z Grzybowca
Trasa ta przysparzała sporo kłopotów TOPR-owi. 
Brak znajomości jej przebiegu, próby skracania sobie drogi wchodzeniem bezpośrednio do zdradliwego żlebu, nieznajomość topografii Małego Giewontu- dla wielu skończyły się tragicznie.
W końcu zdecydowano o jej zamknięciu.
 
Kolejna perć biegła ku zachodowi, poprzez Dolinę Wielkiej Równi i wznosiła się na Suchy Wierch, pod skałami Długiego Giewontu.
Wszystko zasnęło w mrokach przeszłości...
... wraz ze starym bacą grającym na gęślikach...
Zarosły wydeptane kierpcami ścieżyny. 
Poprzecinały je powalone wiatrem i czasem- stare drzewa. :(
Przez jakiś czas północne ściany Giewontu pozostawały dostępne dla wspinaczy. 
Zdobycie Rycerza majestatycznym i równie niebezpiecznym- żlebem Szczerby, to niewątpliwie jedno z najbardziej uznanych i honornych dokonań taternickich. 



Dziś teren ten jest całkowicie zamknięty.
Dumając i odpoczywając naprzeciw herbaciarni, przed sobą mamy,
nieśmiało górującą ponad lasem, Sarnią Skałę. 
Możemy oczywiście wybrać wschodnią gałąź Ścieżki nad Reglami i ruszyć w kierunku Czerwonej Przełęczy, Sarniej i Kalatówek.
Ale my już tam byliśmy ;) 
  Toteż trwając uparcie w swoich zamiarach, cofamy się te trzy minutki i wybieramy co prawda 
Ścieżkę nad Reglami (szlak czarny), ale w kierunku przeciwnym.
Drewniany mostek przeprowadza nad ponad Strążyskim Potokiem, a droga wiedzie wzdłuż nitki dopływu- Potoku Grzybowieckiego. Potoczek ten, w suche miesiące, zanika na niektórych odcinkach. Ale zwykle przez pierwsze 300 m. podejścia, daje o sobie znać, zraszając kamieniste podejście na tyle, że łatwo się poślizgnąć.
Wkraczamy w boczną odnogę Strążyskiej- Dolinę Grzybowiecką ...

                                                                         ...  cdn ;)